Wakacje się skończyły. Dzieci wróciły do szkół, rodzice do codziennych obowiązków, a nad Jeziorem Rożnowskim zrobiło się… ciszej.

Dla jednych to koniec sezonu. Dla innych — właśnie początek najlepszego czasu na wypoczynek.

Bo kiedy kończą się wakacje, nad Jeziorem Rożnowskim nie kończy się wypoczynek. Kończy się tylko tłok.

Wrzesień dla tych, którzy lubią trochę więcej ciszy

Lipiec i sierpień mają swój urok. Są wakacje, są dzieci, rodzinne wyjazdy, rozmowy, zabawa i dużo życia. Ale nie każdy właśnie tak wyobraża sobie odpoczynek.

Jeśli lubisz spokojniejsze miejsca, nie przepadasz za tłumem albo po prostu chcesz przez kilka dni zwolnić, wrzesień może okazać się znacznie lepszym terminem.

Rodziny z dziećmi wracają do swoich codziennych obowiązków. Na plaży robi się luźniej. Okolica staje się spokojniejsza. Łatwiej znaleźć miejsce, w którym można usiąść z książką, wypić kawę i przez chwilę po prostu popatrzeć na jezioro.

Nagle okazuje się, że nie trzeba wiele robić.

I chyba właśnie o to czasami chodzi.

A pogoda? Niekoniecznie musi być gorsza

Wrzesień kojarzy się z końcem lata, ale w praktyce potrafi przynieść naprawdę piękne dni. Słońce nadal przyjemnie grzeje, dzień jest wystarczająco długi, żeby spędzić sporo czasu na zewnątrz, a jednocześnie znika męczący upał, który potrafi towarzyszyć nam w lipcu i sierpniu.

Dla osób lubiących aktywny wypoczynek może to być wręcz zaleta.

Wycieczka rowerowa przy trzydziestostopniowym upale nie zawsze przypomina wypoczynek. Przy łagodniejszej temperaturze ta sama trasa wygląda zupełnie inaczej. Można pojechać dalej, zatrzymać się po drodze, pospacerować i naprawdę cieszyć się okolicą, zamiast szukać najbliższego kawałka cienia.

Wrzesień świetnie nadaje się więc na rower, spacer czy spokojne poznawanie okolic Jeziora Rożnowskiego.

Odpocząć… po wakacjach

Brzmi trochę przewrotnie, ale dla wielu osób właśnie wrzesień jest momentem, kiedy naprawdę mogą odpocząć.

Dziadkowie przez dwa miesiące pomagali przy wnukach. Rodzice organizowali wakacje dzieciom, wyjazdy, atrakcje i całe rodzinne życie. Ktoś inny całe lato pracował, bo przecież wtedy jego współpracownicy byli na urlopach.

We wrześniu można wreszcie powiedzieć: teraz kolej na mnie.

Rodzice mogą zostawić dzieci na weekend pod dobrą opieką i przyjechać tylko we dwoje. Dziadkowie mogą zrobić dokładnie odwrotnie — oddać wnuki rodzicom i przez kilka dni nie organizować atrakcji nikomu poza sobą.

A osoby, które po prostu nie są związane szkolnym kalendarzem, mogą wykorzystać jeden z najspokojniejszych momentów całego sezonu.

Nie trzeba cały dzień leżeć na plaży

Jesienny wyjazd ma jeszcze jedną zaletę: nie musi być uzależniony od tego, czy od rana do wieczora świeci słońce.

W Małej Marinie można zacząć dzień od spokojnego śniadania i kawy nad jeziorem, później wybrać się na rower lub spacer, a po powrocie zamienić aktywność na ciepło i odpoczynek.

Basen, sauna czy jacuzzi nabierają zresztą zupełnie innego uroku, kiedy na zewnątrz robi się trochę chłodniej. A jeśli pogoda któregoś dnia postanowi przypomnieć, że lato rzeczywiście powoli się kończy, zostaje jeszcze książka, pokój gier i coś, na co podczas intensywnych wakacji często brakuje czasu — zwyczajne lenistwo.

A skoro już zwalniamy…

Wrzesień może być również dobrym momentem, żeby zajrzeć do Layli. Po wakacyjnym gwarze także na stole do masażu może zrobić się spokojniej — więcej czasu, więcej uwagi i mniej poczucia, że gdzieś trzeba się spieszyć. Masaż może stać się wtedy nie kolejną „atrakcją do zaliczenia”, ale częścią całego spokojnego weekendu: rower, jezioro, sauna, masaż i wieczór, podczas którego naprawdę nie trzeba już niczego planować.

Może właśnie dlatego masaż we wrześniu ma szczególny sens. Jako sposób na odpoczynek… po wakacjach.

Może lato wcale nie kończy się 31 sierpnia?

Wrzesień nie daje gwarancji trzydziestu stopni i pełnej plaży.

I może właśnie w tym tkwi jego największa zaleta.

Jest spokojniej. Jest więcej przestrzeni. Temperatury sprzyjają spacerom i wycieczkom rowerowym. Jezioro nadal jest na swoim miejscu, ale wakacyjny gwar powoli znika.

Jeśli więc nie potrzebujesz tłumu, głośnej plaży i kalendarza wypełnionego atrakcjami od rana do wieczora, spróbuj kiedyś przyjechać nad Jezioro Rożnowskie właśnie we wrześniu.

Weź rower (albo wypożycz u nas na miejscu bezpłatnie). Książkę. Kogoś, z kim dobrze Ci się milczy.

A resztę zostaw na miejscu.

Z dawnych kronik Mariny

Roku Pańskiego 1600

Powiadają, iż człek pracowity odpoczywać winien dopiero, gdy robota wszelka skończona. Głupstwo to niemałe, albowiem robota ma tę osobliwą właściwość, iż kończyć się nie zamierza.
Wiedzieli tedy ludzie nad Dunajcem, że gdy lato ku końcowi się chyli, a z pól gwar powoli ustępuje, dobrze jest czasem usiąść i niczego od świata nie żądać.
I już wtenczas człek rozumny wiedział, że odpocząć przyjdzie mu lepiej nie w oborze między kwiczącą trzodą, gdakaniem kur i sąsiadem, który od świtu coś młotem naprawia, lecz gdzieś nad wodą albo na łące, gdzie jedynym utrapieniem bywa mucha nazbyt ciekawska.


Jeziora Rożnowskiego wprawdzie jeszcze nie było. Gdybyś tedy przybył w nasze strony z ręcznikiem pod pachą i pytał, którędy na plażę, patrzono by na Ciebie z niemałym zadziwieniem. Ale cisza była. I, jak się zdaje, już wtedy miała swoich stałych gości.


Tak zapisano. A kto nie wierzy, niech sam pojedzie we wrześniu i sprawdzi.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *